4 mity o fantasy, w które nieświadomie wierzysz

Istnieje kilka obiegowych zdań o fantasy, których nie wypowiesz otwarcie. Ale nieświadomie zgadzasz się z nimi. Czasem to nawet silniejsze od Ciebie – a czasem po prostu nie było okazji się nad tym zastanowić i powtarzasz cudze opinie. Ja sam tak robiłem, aż nadszedł dzień, kiedy postanowiłem podważyć te popularne mity o fantasy.

1. Fantasy jest niepoważne

Widujesz czasem te półuśmieszki, gdy pada deklaracja, że ktoś czyta fantasy? Nawet, jeśli cała reszta towarzystwa robi to samo – dominuje wrażenie, że to jednak dziecinada. Przed oczami stają chłopcy grający w RPG, albo karcianki (jak Magic the Gathering). Dziewczyny przebierające się za wojownicze księżniczki… no wiesz, o co chodzi. Prawdziwi dorośli” tego nie robią.

Kto czyta fantasy? To dla dziwaków…

Zdjęcia cosplayerów z wszelakich konwentów fantastyki na pewno tu nie pomagają. Ale, jeśli sięgniemy do źródeł gatunku, trudno obronić taką tezę. „Władca Pierścieni” niepoważny?

Barwne postaci elfów, smoków czy innych osobistości prosto z wyobraźni autora są przecież dekoracją, a nie tematem fantasy. Bywają w centrum uwagi, ale nie jest to reguła. Podobnie, jak w literaturze „głównego nurtu,” w fantasy przeczytamy o realnych problemach. O szlachetności i podłości; o gniewie i przebaczeniu…

Wnioski oparte o analizę wyłącznie świata przedstawionego są, delikatnie mówiąc, powierzchowne. Niby wszyscy to wiedzą, ale mało kto mówi o tym głośno.

Kto pisze fantasy? Tylko beztalencia!

Zarzut, że fantasy piszą nieudacznicy, występuje równolegle ze skrajnie przeciwnym, który omówię w następnym punkcie. (Mianowicie, że to wszystko dla pieniędzy…)

Podam jeden przykład i to wystarczy. Nawet Bob Dylan dostał literackiego Nobla, tymczasem fantasy nadal tkwi w swojej niszy. Fantastyka ma swoje zjazdy, swoje literackie nagrody, swoje plebiscyty. Dobrze, że nie ma swoich księgarń…

Grono odbiorców czy obecność na listach bestsellerów jest tu bez znaczenia. W świecie „prawdziwych literatów” autor fantasy pozostaje pariasem, obywatelem drugiej kategorii. Gdyby naprawdę dobrze pisał, pisałby przecież coś innego…

Pytanie, czy autorzy sami nie przyczyniają się do tego, że takie mity o fantasy powstają? Może dobrze im w swojej niszy? Z całą pewnością to nie brak talentu, ale coś innego decyduje o ich wyborze. 

2. Fantasy jest komercyjne

Zarzut, że fantasy piszą nieudacznicy, tylko pozornie wyklucza się z zarzutem o pisanie wyłącznie dla pieniędzy. (Pominę milczeniem, co to w ogóle znaczy „pisać dla pieniędzy.”) Logika jest tu prosta: jedni zarobili krocie (George R.R. Martin), to inni też chcą – ślepi na swój brak talentu. Tutaj skupię się na ich „niecnym” celu i środkach, które rzekomo stosują.

Seks i zabijanie

Niekoniecznie w tej kolejności – ale są tacy, którzy myślą, że fantasy pełna jest przemocy i erotyki. Nie w każdych oczach jest to zarzut, ale jednak czuć tu posmak taniej komercji.

Tymczasem jest to oczywiście nieprawda. Trudno nawet polemizować z takimi zarzutami, które (trzeba przyznać) mógłby postawić ktoś po obejrzeniu jednego sezonu „Gry o tron.” Ale na pewno nie ktoś po lekturze „Ostatniego jednorożca.”

Oczywiście znajdziemy pisarzy, którzy stosują przemoc i goliznę jako wabiki. Ale nie jest to cecha charakterystyczna dla fantasy – tylko dla kultury popularnej w ogóle. Przez takie właśnie współczesne trendy rodzą się mity o fantasy, które potem trudno obalić.

Tanie efekciarstwo

To wszystko wina George’a Lucasa. Przez niego powstała firma Industrial Light & Magic, która wyznaczyła nowy standard efektom specjalnym w kinie. No i za chwilę szermierka była już nudna – żeby wywołać dreszczyk, trzeba było rozsadzić planetę, od biedy wyczarować ognistą kulę

Fantasy, z biegającymi wszędzie czarodziejami i czarodziejkami aż ocieka magią. Co drugi (każdy?) facet to wojownik, a co druga (każda?) kobieta to księżniczka, oczywiście władająca mieczem lub strzelająca z łuku.

Takie wyobrażenie o fantasy to głównie zasługa gier komputerowych. Tymczasem w wielu książkach czy filmach fantasy nie ma takiego nasycenia efekciarstwem. Owszem, różnie to wygląda, jednak jak zwykle generalizowanie jest po prostu krzywdzące.

3. Fantasy to grafomania

Każdy pisać może. Naprawdę! Ale nie każdy musi być czytany. Fantasy ma w sobie coś takiego, że po przeczytaniu dobrej książki, czytelnicy chwytają za pióra. Ich wyobraźnia jest pobudzona, wena tryska barwną fontanną. Z jakiegoś powodu po „Zbrodni i karze” takie reakcje zdarzają się rzadziej… 

Fantasy jest słabe warsztatowo

Jeśli chodzi o mity o fantasy, ten jest mi chyba odeprzeć najtrudniej. Tłumacząc go na język potoczny – fantasy jest po prostu pisane niechlujnie. Całe zastępy szczerych, ale początkujących twórców, w dobrej wierze szlifując swój styl, nie czeka na dojrzałość. Od razu pędzą do pism, do internetu, gdzie tylko mogą.

Skutkiem tego wydawcy, redakcje, a czasem nawet czytelnicy – czują się zasypani stosami dzieł ludzi często utalentowanych, ale niecierpliwych. Bo warsztat to nie sprawa talentu – ale wytężonej pracy. W XXI wieku jest to skarb trudny do przecenienia.

Czy zła opinia o tekstach początkujących autorów może zaszkodzić tym dojrzalszym? Raczej wątpię. Demokratyzacja rynku jest po prostu mieczem obosiecznym – każdemu jest łatwiej, więc… każdemu jest trudniej. Im niższa poprzeczka dla pisarzy w ogóle, tym wyższa poprzeczka dla pisarzy ambitnych.

Warto zauważyć, że jest różnica między pisarstwem amatorskim lub pół-amatorskim (jak np. spora część tzw. fan-fiction) a tym, co trafia na księgarniane półki. Oczywiście nie wszystko, co można kupić, zaraz jest książką dobrą, ale jednak proces wydawniczy stanowi pewne sito i błędem byłoby go ignorować.

Czytelników fantasy nie obchodzi jakość tekstu

Właściwie można to połączyć z poprzednim mitem – fantasy ma się sprzedać. I rzekomo zawsze się sprzeda. Jeśli jacyś początkujący pisarze w to uwierzyli, teraz się męczą.

Postawię śmiałą tezę: może być tak, że niektórzy wydawcy nie „czują” fantasy i dają się zwieść efekciarstwu. Może sami wierzą w opisywane tu mity o fantasy. Wydaje im się, że od książek tego gatunku niewiele należy oczekiwać. Fajna okładka, niezły tytuł i jazda. Nie ważne, co tam napisane.

A potem kubeł zimnej wody na głowę. Bo czytelnik nie zawsze przejrzy sztuczkę od razu, ale jednak prędzej czy później marnej jakości paliwo się wypali. I prosto z Empiku niedoszły komercyjny sukces trafi na stoisko taniej książki.

Ale to tylko hipoteza wysnuta na podstawie tego, co czasem wpada mi w ręce w księgarniach.

Mity o fantasy: fantasy jest mało ambitne. Zeszyt zapisany odręcznie i pióro wieczne

Fantasy nie jest ambitną literaturą

Literatura ma pewien problem, bo ktoś arbitralnie dokonał jej podziału na tę ambitną i tę komercyjną. Niektóre gatunki sobie radzą, balansując gdzieś pomiędzy (np. kryminał). Fantasy radzi sobie gorzej; „przegrywa” na tym polu nawet z science-fiction.

Właściwie, to można by to podsumować jednym zdaniem: i co z tego? Ale przecież podjąłem się zadania obalania mitów, więc nie mogę się poddać tak łatwo.

Rzecz w tym, że kryterium decydujące o „ambitności” literatury nie jest jednoznaczne. Widziałem wiele list „najlepszych powieści fantasy” i, choć kilka pozycji przewija się regularnie, trudno wychwycić jakiś klucz. Tak samo jest z całą literaturą – ocena jest subiektywna.

Prawdą jest, że tam, gdzie literatura ambitna” poszła w kierunku formy, fantasy jednak koncentruje się na treści (fabule). Czy to dowód braku ambicji? Bynajmniej. Nie będę więc starał się tu niczego udowadniać. Po prostu wiele wskazuje na to, że Ci, którzy czytają literaturę ambitną, nie czytają lub rzadko czytają fantasy. Tylko tyle i aż tyle.

4. Fantasy to wymyślanie na siłę

Zarzut wymyślony na siłę? Skądże. Kilkakrotnie słyszałem to jako jedyny argument – od ludzi, którzy niekoniecznie stronili od literatury popularnej. Dziwne nazwy, zawiłe imiona, nierzeczywiste światy, które trzeba sobie wyobrazić. Czytanie fantasy może być… trudne.

Im dziwniej tym lepiej

To właściwie inna forma efekciarstwa. Można odnieść wrażenie, że pisarze fantasy poświęcają nieskończone godziny na wymyślanie nazw, rysowanie map i inne fantazje. Potem w pocie czoła próbują to jako-tako opisać. A na koniec każą Ci to czytać! Oburzające.

Pół biedy, jeśli to kolejna wersja historii o rycerzach i księżniczkach. Gorzej, jeśli powstaje zupełnie nowa struktura społeczna, najlepiej pięciowarstwowa, a przy tym zupełnie różna w każdym z opisywanych dziesięciu krajów. Takie powieści doczekują się własnych encyklopedii… 

Rzecz w tym, że niektórzy pisarze fantasy rzeczywiście spędzają godziny na takim fantazjowaniu, rysowaniu diagramów, map itd. Tyle, że zarówno oni, jak i ich czytelnicy, czerpią z tego niekłamaną przyjemność!

Koniec końców wszystko sprowadza się do gustu. Jedni lubią tzw. udziwnienia, inni ich nie znoszą. Ale w fantasy bywa i tak, i tak. Pewnie w czasach, gdy wszystko jest opomiarowane, ktoś wymyśli niebawem „wskaźnik dziwności” i zacznie umieszczać go na obwolucie. Jako ostrzeżenie dla wielbicieli prostszych rozwiązań.

Fantasy jest nierealistyczne

Znów – może tak być. Ale nie jest tak zawsze. Wielu pisarzy spędza godziny na studiowaniu historii czy biologii właśnie po to, by tak nie było. Owszem, zdarzają się wpadki, ale nie częściej niż w literaturze sensacyjnej. Może nawet rzadziej. Tak, jak pozostałe mity o fantasy – ten jest bardzo względny i niesłusznie przywarł akurat do tego gatunku.

Najważniejsza zawsze będzie opowieść, a tę można tak samo łatwo spartaczyć w każdym gatunku literackim.

Już Arystoteles pisał, że nie realizm jest najważniejszy. Najważniejsze jest to, czy historia jest przekonująca. Jeśli dałeś się, Czytelniku, przekonać – to książka się udała. Jeśli nie – pisarz musi się ogarnąć.

Ale może być też tak, że jesteś czepialski – nie brakuje dziś tropicieli wpadek. Niektórzy robią to nawet zawodowo. No trudno – widać tak musi być.


To już wszystkie mity o fantasy… A może nie? Pewnie część z Was słyszała swoją porcję takich zarzutów. Te cytowane przeze mnie są po prostu najbardziej obiegowe, choć mało który powtarzany jest wprost. Gdzieś głęboko w nas tkwi myśl (obawa?), że fantasy jest właśnie takie. Niektórych zniechęca to do sięgnięcia po dobrą książkę. Inni nie dają się zastraszyć.

Decyzja należy do Ciebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.