Od kuchni #6 – Papierowy bohater – jak go uniknąć?

„Papierowy bohater” to postać, która nie porywa, nie przekonuje, nie buduje historii. Jeśli masz cokolwiek wspólnego z pisaniem opowieści, znasz takich na pęczki. Może doskonale sobie z nimi radzisz, a może przeciwnie – nie zauważasz ich, dopóki nie jest za późno. U mnie jest różnie, o czym postanowiłem (ku przestrodze) napisać ten tekst.

Sytuacja, którą opisuję, przytrafiła mi się przy pracy nad powieścią. W opowiadaniach zdarzają się podobne, ale nie na taką skalę. Jaką naukę z niej wyniosłem? Że bohater to nie dekoracja – nawet jeśli ma być tylko postacią epizodyczną. Chodzenie na skróty tej w kwestii może autora wiele kosztować. Jak wiele? O tym poniżej.

 

Choroba czystej karty

 

Założenie jest takie: wprowadzasz bohatera. Czy musisz wymyślić mu przeszłość? Jak daleko ma ona sięgać? Jak szczegółowo powinna być rozpisana?

Gdy zastanawiasz się nad historią Twoich bohaterów, łatwo możesz wpaść w jedną ze skrajności. Prawdę mówiąc, nawet w ramach jednego tekstu możesz wpaść w obie skrajności jednocześnie, ale oczywiście przy różnych postaciach. Patrzę na niektóre swoje teksty i co widzę? W wielu scenach osoby o złożonej przeszłości występują obok tych papierowych, jednowymiarowych.

Sytuację, w której pojawiająca się w utworze postać poza imieniem nie ma właściwie żadnych cech, nazywam sobie roboczo „chorobą czystej karty”. Gdyby ktoś zapytał mnie o takiego osobnika, poprosił o scharakteryzowanie go, usłyszałby tylko przeciągłe „eeee” – bo właściwie nic o tym człowieku nie potrafię powiedzieć.

Pół biedy, jeśli jest to sprzedawca ryb na targu, który stanowi w zasadzie tło jakiegoś wydarzenia. Gorzej, jeśli „choroba czystej karty” dotknie kogoś dla fabuły istotnego. Kłopot w tym, że nie zawsze jesteśmy w stanie ocenić, jak istotny dla fabuły będzie bohater, którego wymyśliliśmy tylko doraźnie.

 

papierowy bohater - rozmowa z lalką

Niespodziewany Heros

 

Przy pracy nad powieścią zderzyłem się z takim właśnie problemem. Pewna postać z roli epizodycznej wyrosła mi na niemal równoległego głównego bohatera (jest to ten rodzaj utraty kontroli nad fabułą, który akurat lubię). Oczywiście już na początku, w pierwszych dialogach, nasz Niespodziewany Heros zdradza co nieco na swój temat. Są to oczywistości: wiemy, czym się zajmuje; wiemy, jak dobry jest w tym, co robi; ale poza tym wiemy bardzo niewiele o nim, jako o człowieku.

Ta ostatnia kwestia nastręcza mi zawsze kłopotów. Zaryzykuję tezę, że jest to częsty problem u pisarzy-mężczyzn, bo składa się na niego w dużej mierze coś, z czym wielu facetów radzi sobie, bo musi: relacje.

Moi bohaterowie bardzo często na starcie mają dziwnie mało relacji lub nie mają ich wcale. Samotników łatwiej kontrolować, wolne elektrony chętniej dołączają do wypraw, podejmują się wyzwań i nie pociągają za sobą takiego bagażu trzecioplanowych postaci, z którymi też coś trzeba zrobić.

Dzielny wojak poznaje dziewczynę? Więc oczywiście jest to dziewczyna wolna, jej rodzice są gdzieś daleko (albo w nawiasie), nie ma byłego, który za nią chodzi, nie ma koleżanek, które nakazałyby jej ostrożność. Słowem: taka dziewczyna jest łatwa (i dla autora, i dla wojaka).

Jest jeden szkopuł: takich dziewczyn w zasadzie nie ma (przykro mi, panowie). O ile Twoja postać nie urodziła się dziś rano, to na pewno są w jej życiu osoby ważne (i te mniej ważne), które mają na nią wpływ właśnie w tej chwili, w której przystojny wojak uśmiecha się spod wąsa. Pytania „co powie mama?” albo „co powie Frania?” wprost lub nie wprost pojawiają się i nie pozostają bez wpływu na akcję.

Tworząc mojego Niespodziewanego Herosa, nie myślałem o tym. Wygodniej było mi zawiesić go w próżni i na początku wcale nie przeszkadzało mi to, choć wiedziałem , że jego udział rośnie w miarę rozwoju akcji.

Heros miał zajęcie, a ja miałem tylko mgliste wyobrażenie, dlaczego akurat takie i co w związku z tym dzieje się w jego życiu. Heros dołącza do przygody, ale nie bardzo wiadomo, jaki ma to wpływ na jego los. Czy zostawia kogoś? Czy ucieka od kłopotów? Czy ma za kim tęsknić? Czy ktoś będzie go szukał? Słowem: czy robi to z ulgą czy poświęceniem?

 

Bez przeszłości = bez przyszłości

 

Widzisz, nie są to problemy banalne. Takie sprawy często wydają się „przezroczyste”, ponieważ bohaterowie nie mówią o nich otwartym tekstem. Ale to nie znaczy, że wszystkie te pytania są bez znaczenia.

Jak to wyglądało w przypadku Niespodziewanego Herosa? Bohater, który spadł nam z umownego Księżyca, nadawał się właściwie do wszystkiego (brak przeszłości to brak ograniczeń). Był mądry, silny, doświadczony (kiedy tylko trzeba było się na czymś znać, to on się znał). Wzór cnót, zawsze gotów doradzić w każdej sprawie i pozbawiony (a jakże) własnych, ukrytych interesów. Czyli dokładne przeciwieństwo większości z nas.

Jak nietrudno zgadnąć, mając do czynienia z takim ideałem męskości, wszystkie bohaterki zaczęły do niego wzdychać. No i zaraz powstał kolejny problem: czy Niespodziewany Heros powinien uczucia odwzajemnić? A jeśli tak – to której? Od razu wyjaśnię, że powieść nie miała być romansem, nie zakładałem więc, że sprawy uczuciowe staną się tematem pierwszoplanowym. Skoro jednak się pojawiły, nie wypadało zupełnie od nich uciekać.

A zatem Niespodziewany Heros staje przed koniecznością wyboru między pięknymi bohaterkami. Tutaj decydować może przypadek (albo „chemia” – jak kto woli). Gdy już jednak wybierze – co dalej? Jaka jest perspektywa przyszłości takiego bohatera? Wykluczając możliwy skądinąd scenariusz, że Heros nie myśli o konsekwencjach swojego postępowania, trzeba się zastanowić, jakie skutki w jego życiu będzie miało potencjalne zakochanie się.

Tylko jak ocenić skutki, skoro bohater nie ma przeszłości? Czy miał już kobietę? A może wiele? A może ma już rodzinę? Może kogoś zostawił / porzucił? Jak długo można udawać, że Niespodziewany Heros wziął się znikąd? Nie miał dotąd żadnych planów? Żadnych ambicji? Nawet żadnych przypadkowych relacji, które przerodziły się w coś więcej?

Jak długo Czytelnik nie zorientuje się, że bohater cierpi na „chorobę czystej karty”?

 

papierowy bohater - puzzle
Bohaterowi na ratunek

 

Zajęło mi dobrych dwadzieścia rozdziałów, nim zorientowałem się – nie bez pomocy z zewnątrz – że ten ładny obrazek złożony jest z elementów różnych układanek. Jeśli układasz czasem puzzle, wiesz doskonale, co się dzieje, gdy połączysz niepasujące klocki. Zamiast gładkiej płaszczyzny dostajesz pomarszczoną, wyboistą powierzchnię. Kolejni próbni czytelnicy (tzw. bety) zgłaszali, że Niespodziewany Heros łączy w sobie zbyt wiele zbyt różnych cech.

Ale ja byłem już daleko w mojej opowieści. Próby poprawienia tego i owego przypominały chirurgię plastyczną, a tu potrzebna była reanimacja. Doszedłem do scen, w których Niespodziewany Heros okazywał, jaki jest i nie zamierzałem z pewnych jego cech rezygnować. Posypałaby się cała fabuła, a poza tym – lubiłem gościa takim, jaki był.

Tylko jakim on właściwie był? Jego charakter nabrał kolorów w dalszej części powieści – kiedy opisane na początku książki wydarzenia stopniowo przenosiły się do jego przeszłości. Ale w pierwszych scenach nadal wyglądał blado, „papierowo”. Nadal był gościem znikąd – bez przyjaciół i wrogów.

Wreszcie stanąłem pod ścianą: albo uwiarygodnię jakoś Herosa w swoich własnych oczach, albo cała historia leży. Zacząłem gdybać, fantazjować. Spróbowałem wejść do głowy Niespodziewanego Herosa i spojrzeć na wydarzenia jego oczami. Ta próba okazała się zabiegiem niezwykle skutecznym. Usiadłem do pisania i w trzy dni napisałem cały rozdział mojej powieści na nowo – widziany z perspektywy bohatera, który pierwotnie odegrał w nim tylko epizod. Było to tylko ćwiczenie, ale jakże owocne!

 

Serce i kręgosłup

 

Jeśli znasz filmy Roberta Altmana albo np. „Pulp Fiction”, możesz sobie łatwo wyobrazić ten zabieg. To jak przejechanie tej samej trasy na innym siedzeniu. Kierowca widzi co innego, niż pasażer – choć siedzą w tym samym pojeździe. Oczywiście z powieścią jest nieco inaczej, bo przy okazji zauważyłem szereg nieprawdopodobieństw, które udało się naprawić, zmieniając pewne szczegóły.

Czego nauczyło mnie to doświadczenie? Nie chodzi o to, żeby teraz pisać opowiadanie o każdym ważniejszym bohaterze. Chodzi o to, żeby móc je napisać bez zepsucia głównej historii. Żeby każdy bohater mógł obronić się sam jako kompletna, spójna postać – nie papierowy zlepek debeściaków z różnych dziedzin.

Pisząc osobną historię Niespodziewanego Herosa, dałem mu cechy, których wcześniej nie posiadał. Słabości, relacje z innymi, zranienia z przeszłości, ale i mocne strony, dotąd nie dość eksponowane. Dałem mu jakiś kręgosłup, na którym mogę teraz budować go dalej. Wiem już, dlaczego w dalszej części fabuły postąpi tak, a nie inaczej. Ale jednocześnie wiem, że pewne jego mankamenty muszą dać o sobie znać – bo tacy jesteśmy, że wyłazi z nas nie tylko to, co dobre. Czekają mnie więc poprawki – ale już nieprzypadkowe.

 

papierowy bohater - głowy lego
Aktor na Twojej scenie

 

Jaka stąd lekcja dla Ciebie? Przede wszystkim nie zapominaj o relacjach Twoich bohaterów – do ludzi, ale też do miejsc i przedmiotów. Kiedy wprowadzasz na scenę postać, ona wchodzi tam z całym bagażem świeżych i starych emocji. Porównanie z teatrem jest tu bardzo na miejscu: liznąłem trochę aktorstwa na studiach i doskonale pamiętam, jak ważny jest moment wyjścia zza kulis. Nie można po prostu wmaszerować na deski – uczyliśmy się tego na każdej próbie: wchodzisz z jakąś emocją, przychodzisz z jakiegoś miejsca. Nie pojawiasz się jak dżinn z butelki. Pierwsze wrażenie „robi” postać.

Tak właśnie jest z bohaterami, których tworzysz. Może nie musisz się zastanawiać, ile dzieci ma handlarka na targu. Ale jeśli rozpoczyna rozmowę z Twoim bohaterem, zadaj sobie chociaż pytanie: z kim rozmawiała chwilę wcześniej? Czy ktoś ją zirytował? A może właśnie sporo na kimś zarobiła?

Im ważniejsza postać, tym dalej wstecz trzeba sięgnąć. Nie musisz znać imion rodziców przyjaciółki głównej bohaterki – ale warto wiedzieć, czy w ogóle istnieją. A może umarli? A co z postaciami pierwszoplanowymi? Jakie mają cele w życiu? Kogo lubią, a kogo nie znoszą? Wykazują się jakimiś zdolnościami albo wiedzą – jak je zdobyli? Zauważ, że nie wspominam nawet o języku, jakim się posługują, bo to wymaga jeszcze większej finezji. Ale jeśli zawalisz tamte rzeczy, to język też Cię nie uratuje.

Jak ocalić Twoją historię przed papierowymi bohaterami? Wprowadzaj postacie na scenę zawsze skądś. Z innego pomieszczenia, z innej rozmowy, z innej akcji. Czy właśnie coś stracili? Czy zyskali? Jak wpłynie to na ich postawę w chwili, gdy po raz pierwszy otworzysz ich usta? Będą wściekli czy roześmiani? Zacznij od tego, a będziesz na dobrej drodze, by papierowy bohater nie stał się podpałką dla Twojej opowieści.


Pamiętaj, że znajdziesz tu więcej tekstów z serii „od kuchni”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.