Od kuchni #11 – Opisu opisanie

Opis to określenie, które dotyczyć może wielu elementów tekstu. Umówmy się, że tutaj znaczenie opisu ograniczymy do przedstawienia wyglądu przedmiotów, ludzi i miejsc. Tak rozumiany opis z jakiegoś powodu często budzi złe skojarzenia. Akcja – wiadomo, pełna jest czasowników. Ciągle coś się dzieje. Ktoś biegnie, ktoś skacze, może nawet strzela, trafia i wtedy ktoś pada. Ale opis ze swej natury jest statyczny.

Opis – podanie ręki czytelnikowi

Musimy wcisnąć pauzę, żeby przedstawić komuś wygląd balowej sukni bohaterki, topografię miasta, w którym toczy się akcja, misternie wykonaną lunetę, którą ktoś znalazł w starym kufrze na strychu. Gdy chcemy się czemuś przyjrzeć, akcja musi zwolnić – to nie tylko domena tekstu, ale filmu również. Ba, nawet w grach komputerowych, które na akcję kładą nacisk, znajdą się nierzadko momenty takiego spowolnienia i przyjrzenia się chociażby wskazówkom, które pozwolą nam do akcji wkroczyć.

Trochę rzuciłem już światła na to, po co nam opis. Jednym z jego zadań jest właśnie danie czytelnikowi pewnych wskazówek. Nie chodzi o to, aby on sam rozwiązał zagadkę czy problem, który przed bohaterem stawiamy. Chodzi o to, aby uwiarygodnić fakt rozwiązania problemu przez bohatera.

Jednym z najgorszych rodzajów zwrotów akcji, jakie znam, są zagrania w stylu deus ex machina. Bohater staje przed poważnym wyzwaniem – jak pokonać jakiegoś groźnego przeciwnika – i nagle wpada na pomysł, który opiera się na zastosowaniu czegoś, co nie było ani zasygnalizowane wcześniej, ani nie wynika z żadnego zdroworozsądkowego wnioskowania. Na przykład okazuje się, że cały czas miał w kieszeni pistolet. Bo tak.

opis - pędzle

Takich sytuacji (czyli zaskakiwania czytelnika w niemądry i niewiarygodny sposób) można uniknąć miedzy innymi dzięki opisom. Dobrze użyte opisy pozwolą czytelnikowi otworzyć się na określony rodzaj zwrotu akcji. Jeśli opiszemy naszego bohatera, damy mu jakieś cechy, np. informując, że jest hakerem – nikogo nie zaskoczy, gdy z tych cech skorzysta i złamie zabezpieczenia w jakimś komputerze. Czytelnik nie powinien zwykle mieć gotowego rozwiązania podanego na tacy, ale jeśli pozostawisz go bez wskazówek, zwyczajnie nie uwierzy Ci, że cała historia jest przemyślana. Będzie to wyglądało jak kiepskie kłamstwo.

Opis – malowanie świata

Ograniczenie roli opisu do podrzucania tropów niczym w kryminale, nie brzmi zbyt rozsądnie. Zapewne nie jest to także pierwsze, co przyszło Ci do głowy, gdy padło słowo opis. Nie – przecież opis to przede wszystkim rozwlekłe malowanie krajobrazów, tak nagminne w literaturze XIX wieku.

Ale czy na pewno? Wiele zmieniło się w sposobie pisania od czasów „Nad Niemnem” (jak dla mnie, niedoścignionego wzoru opisów przyrody). Przede wszystkim zmienił się świat. Dostaliśmy fotografię, telewizję, internet… Nie potrzebujemy całej szpalty tekstu, by wyobrazić sobie, jak wygląda zboże kołyszące się na polu. Kilka słów i przypominamy sobie widoczki, które widywaliśmy na zdjęciach, także tych wykonanych własnym telefonem w wakacje.

Opis ma znacznie mniej pracy do wykonania. Ma przywoływać skojarzenia, stał się bardziej prowokatorem emocji niż malarzem krajobrazów. Oczywiście, jeśli piszesz science fiction i chcesz zaprezentować obcą planetę, posłużysz się opisem. Ale zrobisz to pewnie bardziej tak, jak swego czasu Stanisław Lem, który nie próbował wyobrazić sobie, jak coś wygląda. Chodziło o wywołanie odpowiedniego wrażenia u czytelnika. Lem przyznawał, że wielu urządzeń, które opisuje, nie dałoby się narysować – prawdopodobnie nie miały nawet sensu. Ale pewna kumulacja słów o określonym wydźwięku powoduje, że opisy te wciąż robią wrażenie.

opis - malarka

Opis – jak go budować?

Opis kojarzy Ci się pewnie z przymiotnikami. Wysokie drzewa, lazurowy ocean… Przymiotniki to oczywiście ważne części mowy, ale popełnisz błąd, jeśli wpuścisz armię przymiotników na karty swojej książki.

Napiszę to dobitniej: przymiotniki potrafią więcej zaszkodzić niż pomóc.

Jak zatem opisywać bez przymiotników (i przysłówków)? Rzecz jasna, nie rezygnuj z nich całkowicie, ale postaraj się, by w Twoich opisach dominowały rzeczownik i… czasownik.

Dobra, to pierwsze jest osiągalne (opis bez rzeczowników faktycznie nie miałby sensu), ale o co chodzi z tymi czasownikami? Zamiast opisywać, zacytuję klasyka:

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Stepy Akermańskie, Adam Mickiewicz

Trudno o klasyka bardziej klasycznego. I trudno o lepszy opis przyrody, niż ten rozpoczynający cykl „Sonetów krymskich”. Na cztery wersy poezji mamy tylko trzy przymiotniki (suchego, szumiących, koralowe), choć można by dyskutować, czy nie dwa, bo jeden jest właściwie imiesłowem, czyli „prawie czasownikiem”.

Odsyłam Cię do całości tekstu – w kolejnych dziesięciu wersach natężenie przymiotników i przysłówków jest jeszcze mniejsze. A opis robi się bardziej soczysty. Znaczy – da się.

Co takiego zrobił Mickiewicz? Użył akcji do wywołania w Tobie obrazu stepu. Wykorzystał to, że prawdopodobnie wiesz, jak wygląda morze (ocean), po czym umieścił siebie na morzu, jednocześnie cały czas przypominając Ci, że tak naprawdę to nie morze, ale łąka.

Zamiast opisywać coś za pomocą przymiotników, opisał to przez porównanie do powszechnie znanej rzeczy. „Bo to poezja” – no tak! Ale skoro działa, to czemu nie masz z tego skorzystać? Wolisz opisywać rośliny na obcej planecie podając ich wysokość, kolor i kształt, czy jednak lepiej zabrzmi, gdy umieścisz bohatera pod „grzybami jak wieżowce”? Ty decydujesz.

Dlaczego przymiotniki i przysłówki są słabe? Bo są subiektywne. Wysokie drzewo jest może wysokie dla Ciebie teraz, ale gdybym postawił je obok sekwoi… Oczywiście nie każdy przymiotnik ma aż tak względne zabarwienie. Zielony czy okrągły to w miarę jednoznaczne słowa. I dlatego nie zawsze unikanie ich ma sens. Jeśli jednak możesz napisać, że bohaterka „skrzywiła się na widok macki w kolorze nadgniłego awokado”, to wywołasz znacznie silniejszą emocję, niż podając po prostu kolor. A to dlatego, że odwołujesz się do czegoś, co być może kiedyś już emocję w czytelniku wywołało.

Opis – co Ci grozi?

Gdy czytam tekst, mniej boję się opisów, niż ich braku. Może to kwestia gustu, trudno powiedzieć. Na pewno brak opisów utrudnia wczucie się w opowiadaną historię. Ale nie znaczy to, że opis jest jedynym narzędziem, które to umożliwi. Nie zawsze też jest najlepszym.

Opisywanie ludzi i przedmiotów jest szczególnie „grząskim gruntem”. Ja sam nie potrafię zwizualizować sobie człowieka na podstawie opisu. Znam kogoś, kto robi to wbrew opisom (nieważne, że napisane jest „blondynka”, z jej stylu bycia wynika brunetka i tyle). Dlatego polecam opisywanie ludzi tylko pod kątem charakterystycznych cech. Jeśli kogoś wyróżniają rude włosy albo blizna na twarzy – warto o tym napisać. Ale nie ma sensu opowiadać o kształcie nosa.

Przedmioty są nam zwykle potrzebne by coś zrobić. Rzadko im się przyglądamy. Jeśli więc nie jest to jakiś niespotykany artefakt albo urządzenie, którego działanie ma znaczenie fabularne, spokojnie możesz zastosować najwyżej pobieżny opis. Pobieżny, czyli dwa-trzy słowa. Stara strzelba dziadka z powodzeniem wystarczy, nie trzeba pisać, czy była szara, czarna czy zielona. Z drugiej strony: może była właśnie zielona i wiąże się z tym anegdota… Ty decydujesz.

Ostatnie ostrzeżenie, jakie mam dla Ciebie, to unikanie wpadek. Im więcej opisujesz, tym bardziej możesz:
a) popisać się elokwencją,
b) pomylić się
(wybierz swoją odpowiedź)

Jeśli znasz się na czymś, łatwiej przyjdzie Ci opisanie tego, tylko nie przesadź i nie zanudź czytelnika strumieniem swojej wiedzy. Jeśli masz marne pojęcie o czymś (np. o pistoletach), dowiedz się tyle, ile jest absolutnie konieczne (patrz: research) i uważaj, by nie napisać bzdury. Jest spora szansa, że Twój czytelnik może znać się lepiej.

I tyle. Pamiętaj, że lepiej przegiąć z nadmiernym opisem, a potem go przyciąć. Natomiast unikanie opisów (o ile możliwe) prowadzi do zasypania czytelnika akcją, za którą nie jest w stanie nadążyć. Opis może być Twoim przyjacielem, więc spójrz czasem na listę nieodebranych połączeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.